Nowe Podkarpacie

Reklama

DWIE PASJE GÓRY I WODA 23-25 sierpnia 2019r.

Połączenie XI Festiwalu Natchnieni Bieszczadami w Cisnej wraz z IV Edycją Pożegnanie Lat...

Podwójne złote Izabeli Mielech

KARATE. V Puchar Śląska dzieci i młodzieży w Rudzie Śląskiej Podwójne złote Izabeli Miel...

Sukces Jagody Szajny z Husarii

STRZELECTWO. Mistrzostwa Polski we Wrocławiu Dobra passa Jagody Szajny z Husarii ...

Sukcesy Brzozowskiego KKK i Budo Krosno

KARATE. Ligi Karate Shinkyokushin w Tarnowie Sukcesy Brzozowskiego KKK i Budo Krosno ...

Michael przed Sanem

SIATKÓWKA. Amatorska Powiatowa Liga Kobiet Michael przed Sanem

PWSZ w Sanoku. Przed Tobą wiele możliwości!

PWSZ w Sanoku. Przed Tobą wiele możliwości!

Wodociąg dotarł do Odrzykonia

GMINA WOJASZÓWKA. Ponad 3 tysiące mieszkańców będzie mieć wodę  

Ktoś truje koty na Gamracie

JASŁO. Dramat zwierząt mieszkających w kontenerach  

Kompromis wart 6 mln złotych

GMINA KREMPNA. Promesa na drogę i akcja „Ratuj Serce Beskidu Niskiego”

Niemapa Bieszczady

REGION. Ilustrowany przewodnik dla rodzin z dziećmi

Spółka, która pobudzi miasto

SANOK. Nowa rada nadzorcza i nowy prezes SPGK  

Ojciec Rzepedzi

Kazimierz Kwieciński Do śmierci wspominał Rzepedź, zawsze chętnie wracał pamięcią do lat...

Imponujący atak lidera

KOLARSTWO. XXX Wyścig Solidarności i Olimpijczyków Imponujący atak lidera

  • DWIE PASJE GÓRY I WODA 23-25 sierpnia 2019r.

    środa, 17 lipca 2019 04:52
  • Podwójne złote Izabeli Mielech

    środa, 17 lipca 2019 04:00
  • Sukces Jagody Szajny z Husarii

    środa, 17 lipca 2019 04:00
  • Sukcesy Brzozowskiego KKK i Budo Krosno

    środa, 17 lipca 2019 04:00
  • Michael przed Sanem

    środa, 17 lipca 2019 04:00
  • PWSZ w Sanoku. Przed Tobą wiele możliwości!

    środa, 10 lipca 2019 04:33
  • Wodociąg dotarł do Odrzykonia

    środa, 10 lipca 2019 04:00
  • Ktoś truje koty na Gamracie

    środa, 10 lipca 2019 04:00
  • Kompromis wart 6 mln złotych

    środa, 10 lipca 2019 04:00
  • Niemapa Bieszczady

    środa, 10 lipca 2019 04:00
  • Spółka, która pobudzi miasto

    środa, 10 lipca 2019 04:00
  • Ojciec Rzepedzi

    środa, 10 lipca 2019 04:00
  • Imponujący atak lidera

    środa, 10 lipca 2019 04:00

KAROL DRWIĘGA - SANOCKI DRUKARZ

Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Nazwiska tych ludzi nie są, poza nielicznymi wyjątkami, szerzej znane. Próżno by ich szukać w słownikach biograficznych czy encyklopediach. Nie zajmują miejsca na kartach podręczników szkolnych, nie poświęca się im  książek a nawet programów telewizyjnych. Zaznaczyli jednak  swą obecność w dziejach regionu, a ich  koleje losu i dokonania zasługują na pamięć mieszkańców Podkarpacia. Rozpoczynamy cykl publikacji, w których zaprezentujemy kilkanaście wybranych sylwetek ludzi niezwykłych. Mamy nadzieję, że nasi Czytelnicy postarają się uzupełnić to grono.

Przed wybuchem  I wojny światowej Karol Drwięga(1889-1980),  pracował w sanockiej drukarni, założonej w 1848 roku przez Karola Pollaka, a po jego śmierci prowadzonej przez  syna Michała. Kiedy zaczęła się wojna, jako poddany cesarza, został wcielony do armii austro – węgierskiej i wkrótce  trafił do  bronionej przez gen. Hermanna Kusmanka twierdzy Przemyśl. Przeżył szczęśliwie pierwsze oblężenie rosyjskie, zakończone 10 października 1814 roku, a także drugie (od listopada 1914 do końca marca 1915) i kapitulację spowodowaną  wyczerpaniem zapasów żywności.

Carskie dekrety i bolszewickie ulotki

Trafił do niewoli rosyjskiej i ostatecznie znalazł się w Symferopolu, gdzie zastał go wybuch rewolucji. Sytuacja jeńców wojennych zmieniła się o tyle, że nie pracowali już dla cara, ale dla rewolucyjnego rządu. Dla Drwięgi nie miało to istotnego znaczenia, bowiem przez cały czas był zatrudniony w drukarni, gdzie najpierw  składał carskie dekrety, a potem  bolszewickie ulotki.

Pewnego dnia wśród jeńców gruchnęła wieść, że na wiec do Symferopola ma przyjechać komisarz Feliks Dzierżyński. Wiedzieli, że jest Polakiem, więc czekali na ten przyjazd z nadzieją, że rodak pomoże im wrócić do kraju. W zapowiadanym dniu odbyła się wielka manifestacja na centralnym placu miasta, a na trybunie pojawił się Dzierżyński.

-   Niepozorny, szczupły, średniego wzrostu, ubrany w wojskową bluzę, bryczesy, buty z cholewkami – wspominał pan Karol. –  Miał pociągłą twarz, krótko przystrzyżone wąsy i bródkę. U boku nosił nagan.  Mówił to, czego ludzie oczekiwali, zachęcał do walki przeciw „białym”, burżuazji i obszarnikom, obiecywał równość i sprawiedliwość. Nic dziwnego, że porywał tłumy.

Karola Drwięgę  poznałem w 1969 roku. Mieszkał wówczas na tzw. Szklanej Górze w Sanoku, w niewielkim, mocno sfatygowanym, pamiętającym wiek XIX, drewnianym domu, gdzie prowadził zakład wyrobu pieczątek, jedyny w mieście. Podkreślał z dumą, że jest najstarszym, czynnym drukarzem w Polsce.

Wróćmy jednak do Symferopola. Polscy jeńcy zamierzali, po wiecu, dotrzeć do Dzierżyńskiego i przedstawić mu prośbę o pomoc w powrocie do ojczyzny. Powołano kilkuosobową delegację a w jej składzie znalazł się Drwięga.

Spotkanie z Feliksem Dzierżyńskim

- Udało nam się dostać do budynku, w którym zatrzymał się Dzierżyński. Chwilę musieliśmy poczekać, bo  prowadził jakąś naradę i zza drzwi dobiegały podniesione głosy. W końcu nas przyjął. Weszliśmy do dużego pokoju na piętrze. Przy ogromnym biurku stał Dzierżyński i patrzył w okno. Obrzucił nas krótkim, lustrującym spojrzeniem.

- Czego chcecie towarzysze? – zapytał.

-Jesteśmy polskimi jeńcami i przyszliśmy prosić towarzysza komisarza, żeby nam umożliwił powrót do kraju. Wojna się skończyła, czekają na nas rodziny, a rewolucyjne władze nie chcą nas wypuścić.

Dzierżyński zrobił dwa kroki w naszą stronę, zatrzymał się, przez krótką chwilę milczał, nagle wybuchnął:

- Do Polski? Chcecie stąd uciekać jak tchórze?  Rewolucja wam się nie podoba ? Ja was każę wszystkich rozstrzelać! – wykrzykiwał rozwścieczony. – Lud walczy o wyzwolenie spod jarzma panów i was to też  dotyczy, nie rozumiecie tego? Niedługo zatkniemy czerwone sztandary na gruzach burżuazyjnej Polski i uwolnimy masy robotniczo-chłopskie. Jesteście pachołkami burżuazji, wynoście się , zanim stracę cierpliwość!

Szybko się wycofali przeklinając w duchu chwilę, w której przyszedł im do głów  pomysł spotkania z Dzierżyńskim. Na żadną pomoc nie mogli już liczyć a zostać w Rosji, pogrążonej w anarchii i wojnie domowej nie zamierzali. Na szczęście mieli dość dużą swobodą w poruszaniu się po mieście, toteż postanowili działać na własną rękę. W ten sposób narodził się dość szalony plan. W zwartej grupie, nocą opuścili Symferopol i ruszyli na zachód. Niektórzy mieli broń, większość austriackie, zdekompletowane mundury, więc prezentowali się  dość groźnie, jak oddział rewolucjonistów wyruszających na front. Po dwóch dniach wędrówki dotarli do jakiejś stacji kolejowej. Na bocznicy stał skład towarowy, był też parowóz. Maszynista nie wiedział co ma robić, czekał na rozkazy, nie bardzo wiadomo od kogo. Nie zamierzał się sprzeciwiać  uzbrojonym desperatom, bez protestu podczepił parowóz do wagonów wypełnionych jeńcami i pociąg ruszył.

Uciekali pociągiem do Polski

Początkowo wszystko szło dobrze, skład toczył się powoli, na rozjazdach przestawiano zwrotnice kierując się na zachód. Droga była daleka i wkrótce skończył się węgiel. Szybko znalazło się rozwiązanie problemu. Podczas krótkich, przymusowych postojów wyskakiwali z wagonów, rozbierali drewniane płoty, walące się szopy, ścinali przydrożne drzewa, zbierali wszystko co nadawało się do spalenia. Kilkakrotnie pojawiały się na trasie zbrojne grupy, przeważnie na koniach, diabli wiedzą,  czerwoni czy biali czy też zwykłe bandy. Machali przyjaźnie rękami i nie zatrzymywali się. Z daleka sprawiali wrażenie oddziału wojska i nikt ich nie zaczepiał.

W ten sposób dotarli w rejon Tarnopola, gdzie zniszczone podczas walk tory zakończyły jazdę. Dalej musieli iść na piechotę. Tydzień później Karol Drwięga był już w Sanoku, witany jakby wrócił z zaświatów. Niedługo po tym poszedł do pracy w drukarni, należącej teraz do Franciszka Patały. Podczas okupacji należał do AK, za co w 1946 roku został aresztowany przez UB i spędził w więzieniu prawie rok. Po wyjściu na wolność zatrudnił się znów w drukarni, ale jej nacjonalizacja spowodowała powolny upadek zakładu. Kto mógł szukał innej pracy, zaś Karol Drwięga kupił za bezcen przeznaczone na złom czcionki i podstawowe urządzenia umożliwiające  wykonywanie pieczątek.

Zapach wulkanizowanej na gorąco gumy

Jego malutka firma na Szklanej Górze nieźle prosperowała, zwłaszcza że przez dłuższy czas miała monopol na produkcję tych, jakże ważnych, atrybutów urzędniczej władzy. Funkcjonowała bodaj do połowy lat 70 XX wieku, gdy Karol Drwięga stał się nestorem fachu chyba w skali światowej. Odwiedzałem go  od czasu do czasu, nie tylko po to żeby zamówić pieczątkę. Zadowolony z wizyty, podkręcał sumiaste wąsy i chętnie wdawał się w pogawędkę. Opowiadał o swoim barwnym życiu, o ludziach z którymi się zetknął, o książkach nad którymi niegdyś pracował. Jedną z nich, o zasobie sanockich archiwów, otrzymałem w prezencie, oczywiście z dedykacją. W warsztacie unosił się zapach wulkanizowanej na gorąco gumy, z „ kołchoźnika” na ścianie dobiegała muzyka. W południe pan Karol robił sobie przerwę obiadową i schodził w dół do popularnego wówczas, dawno już nie istniejącego baru „Flisak”. Wypijał „pięćdziesiątkę”, zjadał śledzika i wracał do pracy.  Powszechnie znany, szanowany i lubiany przez sanoczan, był ostatnim przedstawicielem prawdziwej, tradycyjnej sztuki drukarskiej. Umarła wraz z nim, ustępując miejsca nowym technikom drukowania, z których człowieka  wyeliminował komputer. Niewysoki, łysy, ozdobiony sarmackim wąsem  starszy pan z laską, zawsze pogodny, poruszający się z godnością, świadomy swej wartości, a jednocześnie skromny, pozostanie na zawsze w mojej pamięci. Tacy ludzie są dzisiaj już tylko legendą.

Artur Bata

Martwi cię coś, lub denerwuje? Napisz do Nas!

Pseudonim
Email:
Temat
Wiadomość

Ogłoszenia ostatnio dodane

All rights reserved: Nowe Podkarpacie Designed by: KAJUS